Orzeł czy reszka? - część 1: Ja i ex.
Poznaliśmy się na zamkniętej imprezie w lokalnym pubie. Uśmiechnęła się do mnie przelotnie siedząc samotna przy barze. Postanowiłem się przysiąść i pogadać. Szybko okazało się, że chłopak grający w bilard jest razem z nią. Postura Woody'ego Alena i dziesięć lat więcej, nie dawały mi szans przy osiłku w koszulce bez rękawów, a mimo to dobrze nam się rozmawiało. Chłopak wbijał bilę za bilą, a w miarę rozmowy z nią coraz bardziej dostrzegałem jak do siebie nie pasują. Powiedziałem inaczej:
- Dobrze razem wyglądacie.
- I to chyba tylko tyle. Nie wiem co z nim robię.
Po każdym udanym wbiciu spoglądał na Anię, chełpiąc się sukcesem, więc nagrodziła go brawami i uśmiechem.
- Więc czemu nie odejdziesz?
- Pewne rzeczy są fajne.
Ukryła szybko uśmiech, bojąc się że wyjdzie na osobę przywiązującą dużą uwagę do seksu.
- Fajnie mi się z tobą rozmawia, ale chyba zaraz będziemy szli.
Rozczarowany i nieco zazdrosny, że wyjdzie zaraz z osiłkiem na bardziej prywatną część wieczoru wysilałem szare komórki. Czułem jakby okazja wymykała mi się przez palce. Jeśli zaraz nic się nie stanie, to więcej jej nie zobaczę. Wyjąłem z kieszeni monetę.
- Orzeł czy reszka?
Niepewny uśmiech na jej twarzy wyrażał zaciekawienie.
- Gramy o coś?
- Jeśli wygram, całus dla mnie.
Chyba spodobał jej się mój akt desperacji, który pewnie wzięła za tupet.
- Czemu miałabym się zakładać?
- Bo ty też możesz wygrać. Proś o co chcesz.
- Wygrywasz - całus. Ale grzeczny w polik. Ja wygrywam - ściągasz spodnie na środku sali.
Nie zastanawiałem się. Dla niej warto było. Moneta poszybowała w górę, całe wieki robiąc salta, aż zabrzęczała na bufecie. Uśmiechnąłem się.
Osiłek wbijał kulę za kulą. Pewnie nie widział świata wokół.
- Idziesz zapalić? - spytała.
- Nie palę.
Przewróciła oczami i ruszyła ku drzwiom.
- Jak chcesz.
Zganiłem się w myślach za brak refleksu i ruszyłem za nią.
- Ale mogę zacząć. Lubię nałogi.
Na zewnątrz Ania sprawdziła przez okno, czy Przemek - jej chłopak wciąż jest pochłonięty stołem. Podeszła bardzo blisko i zrozumiałem, że nie będziemy palić. Zakład został spłacony, lecz nie był to pocałunek w polik. Oboje zrozumieliśmy, że zaczyna się coś nowego. Tydzień później Przemek zniknął z naszego wspólnego życia na dobre.
A przynajmniej tak wtedy myślałem.
Po zaręczynach zamieszkaliśmy u mnie, ponieważ miałem ułożoną sytuację życiową, a Ania wciąż studiowała i nie chciałem, by mieszkała z rodzicami. Datę ślubu wyznaczyliśmy na czerwiec, a później planowaliśmy zaszyć się w Chorwacji na trzy tygodnie. Pewnego dnia, miesiąc po zaręczynach Ania długo nie wracała i zaczynałem się martwić. Nie odbierała telefonów i nie było jej u wspólnych przyjaciół. Odnalazła się rano w naszej pościeli z wyraźnymi oznakami kaca. Zrezygnowałem więc z ułożonej poprzedniego dnia reprymendy, by podratować zdrowie narzeczonej. Wśliznąwszy się do gorącego łóżka postanowiłem skarcić ją na wesoło, lecz nie zdążyłem otworzyć ust.
Gdy tylko znalazła się w moich ramionach i pierwsze pocałunki musnęły szyję, Ania wybuchnęła płaczem. Dalsze czułości z mojej strony tylko pogarszały sytuację.
- Hej - wyszeptałem. - Co jest?
- Chyba mamy problem Paweł.
Nie tyle same słowa, co sposób ich wypowiedzenia wywołały u mnie dreszcz i wiedziałem, że nie mówi o błahostce.
- Każdy problem rozwiążemy razem. Obiecuję.
- Zdradziłam cię. Z Przemkiem.
Wysłuchałem Ani, choć się nie usprawiedliwiała. Pojechała do niego zabrać stare rzeczy i mimo początkowej wrogości coś przeskoczyło. Straciła kontrolę nad sytuacją. Pozwoliłem, żeby się wyprowadziła. Nie chciałem, ale musieliśmy spojrzeć z dystansem i dopiero porozmawiać. Zależało mi na Ani i wiedziałem jedno. Nie stracę jej. A później wyznam czego się właśnie o sobie dowiedziałem.
Tydzień później spotkaliśmy się w kawiarni, z której po długiej rozmowie pojechaliśmy prosto do rodziców Ani po jej walizki. Wiedziała już o mnie wszystko. Zapewniłem, że jeśli będzie szczera, nigdy mnie nie straci. Kolejne wyznanie było dla mnie jak krok w przepaść. Zapewniłem Anię o dozgonnej wierności, dając jej wolną rękę na spotykanie się z mężczyznami. *********** tego.
Okres narzeczeństwa bardzo nas do siebie zbliżył. Nie sądziłem, że można czuć tak blisko siebie inną osobę. Moja blondyneczka o figurze klepsydry zaskakiwała mnie każdego dnia swoją kreatywnością i coraz większą ochotą na eksperymenty. Po nie tak długich namowach spuściłem się na jej pyzatą buzię z drobnym nosem i wielkimi, błękitnymi oczami. Podczas seksu szeptała mi do ucha pragnienia na temat innych mężczyzn. Nic na świecie dotychczas nie spotęgowało tak moich doznań. Pragnąłem już by się puściła, lecz wolałem nie naciskać. Większą będę miał frajdę, jeśli wyjdzie to od niej.
Na ulicy Ania oglądała się za facetami, a lody i banany jadła w zmysłowy sposób. Traktowałem to jak grę wstępną przed wieczornym seksem.
Naszą noc poślubną można by nazwać porankiem poślubnym. Do sypialni dotarliśmy po świcie i choć padałem z nóg, nie mogłem się doczekać spełnienia małżeńskiego obowiązku. Ania weszła na białą pościel w sukni ślubnej. Rozchyliła uda.
- Jak długo nie masz majtek? - spytałem.
- Nie upilnowałeś mnie. Nie miałam ich już na sali. Niektórzy wiedzieli o tym.
Nie wiedziałem, czy blefuje, czy się droczy, ale to nie miało znaczenia. Pulsujący penis przypomniał mi, że dobrze byłoby zdjąć spodnie. Różowa szparka Ani, rozdzielająca na pół zadbany trawniczek, czekała na mnie. W dłoni Ani zobaczyłem monetę.
- Orzeł czy reszka?
- O co gramy? - spytałem.
- Wygrasz - ruchasz.
- A jak nie?
- Zwalisz konia.
- Rzucaj - podjąłem zakład bez wahania.
Nie oddychałem obserwując lot monety, aż upadła na prześcieradło. Usiadłem w fotelu i wziąłem go w rękę.
- Zawsze chciałem zobaczyć jak to robisz.
- Zboczona.
- Mnie dziś zaspokoi inny.
Zamarło mi serce, podchodząc do gardła. I gdy zorientowałem się, o czym Ania mówi, chyba poczułem lekki zawód. Pomyślałem jednak, że na wszystko przyjdzie czas.
W ręku trzymała gumowy członek, nie olbrzymi, ale większy i grubszy niż mój.
- Starałam się, by miał rozmiar Przemka, żebyś lepiej mógł sobie to wyobrazić.
Wyobraźnia zadziałała aż za dobrze i niestety po kilku szarpnięciach napletka spuściłem się na spodnie. A Ania dopiero zaczynała.
Leżąc okrakiem włożyła w siebie to coś. Czyżby taką miała minę, gdy wchodzi w nią Przemek? Przymrużone oczy i cichutkie westchnienia. Później słodkie jęki. Ania pieściła piersi i rżnęła się sztucznym kutasem. Soczki ze szparki spływały na prześcieradło tworząc mokrą plamę. Szybko doszła do orgazmu, wylewając z siebie prawdziwe, lepkie morze i zostawiając mnie z myślami, czy to jej umiejętności, czy rozmiar sprzętu.
Piski ustały, pierś falowała, gdy płuca łapały oddech, a mokre włosy lepiły się do czoła, podobnie jak suknia ślubna do ciała. Kałuża pod Anią była ogromna, a ja jeszcze nie ochłonąłem z wrażenia.
- Wyliż mnie - powiedziała tonem, jakiego jeszcze nie znałem. - Jeśli starczy ci sił i się spiszesz, będziesz mógł być d**gi.
Szparka Ani smakowała mi wyjątkowo, być może dzięki głowie naszpikowanej rozbudzonymi fantazjami. Po krótkiej przerwie mój sprzęt powrócił do życia i spełniłem swój obowiązek, marząc, że może wkrótce będę naprawdę d**gi.
- Dobrze razem wyglądacie.
- I to chyba tylko tyle. Nie wiem co z nim robię.
Po każdym udanym wbiciu spoglądał na Anię, chełpiąc się sukcesem, więc nagrodziła go brawami i uśmiechem.
- Więc czemu nie odejdziesz?
- Pewne rzeczy są fajne.
Ukryła szybko uśmiech, bojąc się że wyjdzie na osobę przywiązującą dużą uwagę do seksu.
- Fajnie mi się z tobą rozmawia, ale chyba zaraz będziemy szli.
Rozczarowany i nieco zazdrosny, że wyjdzie zaraz z osiłkiem na bardziej prywatną część wieczoru wysilałem szare komórki. Czułem jakby okazja wymykała mi się przez palce. Jeśli zaraz nic się nie stanie, to więcej jej nie zobaczę. Wyjąłem z kieszeni monetę.
- Orzeł czy reszka?
Niepewny uśmiech na jej twarzy wyrażał zaciekawienie.
- Gramy o coś?
- Jeśli wygram, całus dla mnie.
Chyba spodobał jej się mój akt desperacji, który pewnie wzięła za tupet.
- Czemu miałabym się zakładać?
- Bo ty też możesz wygrać. Proś o co chcesz.
- Wygrywasz - całus. Ale grzeczny w polik. Ja wygrywam - ściągasz spodnie na środku sali.
Nie zastanawiałem się. Dla niej warto było. Moneta poszybowała w górę, całe wieki robiąc salta, aż zabrzęczała na bufecie. Uśmiechnąłem się.
Osiłek wbijał kulę za kulą. Pewnie nie widział świata wokół.
- Idziesz zapalić? - spytała.
- Nie palę.
Przewróciła oczami i ruszyła ku drzwiom.
- Jak chcesz.
Zganiłem się w myślach za brak refleksu i ruszyłem za nią.
- Ale mogę zacząć. Lubię nałogi.
Na zewnątrz Ania sprawdziła przez okno, czy Przemek - jej chłopak wciąż jest pochłonięty stołem. Podeszła bardzo blisko i zrozumiałem, że nie będziemy palić. Zakład został spłacony, lecz nie był to pocałunek w polik. Oboje zrozumieliśmy, że zaczyna się coś nowego. Tydzień później Przemek zniknął z naszego wspólnego życia na dobre.
A przynajmniej tak wtedy myślałem.
Po zaręczynach zamieszkaliśmy u mnie, ponieważ miałem ułożoną sytuację życiową, a Ania wciąż studiowała i nie chciałem, by mieszkała z rodzicami. Datę ślubu wyznaczyliśmy na czerwiec, a później planowaliśmy zaszyć się w Chorwacji na trzy tygodnie. Pewnego dnia, miesiąc po zaręczynach Ania długo nie wracała i zaczynałem się martwić. Nie odbierała telefonów i nie było jej u wspólnych przyjaciół. Odnalazła się rano w naszej pościeli z wyraźnymi oznakami kaca. Zrezygnowałem więc z ułożonej poprzedniego dnia reprymendy, by podratować zdrowie narzeczonej. Wśliznąwszy się do gorącego łóżka postanowiłem skarcić ją na wesoło, lecz nie zdążyłem otworzyć ust.
Gdy tylko znalazła się w moich ramionach i pierwsze pocałunki musnęły szyję, Ania wybuchnęła płaczem. Dalsze czułości z mojej strony tylko pogarszały sytuację.
- Hej - wyszeptałem. - Co jest?
- Chyba mamy problem Paweł.
Nie tyle same słowa, co sposób ich wypowiedzenia wywołały u mnie dreszcz i wiedziałem, że nie mówi o błahostce.
- Każdy problem rozwiążemy razem. Obiecuję.
- Zdradziłam cię. Z Przemkiem.
Wysłuchałem Ani, choć się nie usprawiedliwiała. Pojechała do niego zabrać stare rzeczy i mimo początkowej wrogości coś przeskoczyło. Straciła kontrolę nad sytuacją. Pozwoliłem, żeby się wyprowadziła. Nie chciałem, ale musieliśmy spojrzeć z dystansem i dopiero porozmawiać. Zależało mi na Ani i wiedziałem jedno. Nie stracę jej. A później wyznam czego się właśnie o sobie dowiedziałem.
Tydzień później spotkaliśmy się w kawiarni, z której po długiej rozmowie pojechaliśmy prosto do rodziców Ani po jej walizki. Wiedziała już o mnie wszystko. Zapewniłem, że jeśli będzie szczera, nigdy mnie nie straci. Kolejne wyznanie było dla mnie jak krok w przepaść. Zapewniłem Anię o dozgonnej wierności, dając jej wolną rękę na spotykanie się z mężczyznami. *********** tego.
Okres narzeczeństwa bardzo nas do siebie zbliżył. Nie sądziłem, że można czuć tak blisko siebie inną osobę. Moja blondyneczka o figurze klepsydry zaskakiwała mnie każdego dnia swoją kreatywnością i coraz większą ochotą na eksperymenty. Po nie tak długich namowach spuściłem się na jej pyzatą buzię z drobnym nosem i wielkimi, błękitnymi oczami. Podczas seksu szeptała mi do ucha pragnienia na temat innych mężczyzn. Nic na świecie dotychczas nie spotęgowało tak moich doznań. Pragnąłem już by się puściła, lecz wolałem nie naciskać. Większą będę miał frajdę, jeśli wyjdzie to od niej.
Na ulicy Ania oglądała się za facetami, a lody i banany jadła w zmysłowy sposób. Traktowałem to jak grę wstępną przed wieczornym seksem.
Naszą noc poślubną można by nazwać porankiem poślubnym. Do sypialni dotarliśmy po świcie i choć padałem z nóg, nie mogłem się doczekać spełnienia małżeńskiego obowiązku. Ania weszła na białą pościel w sukni ślubnej. Rozchyliła uda.
- Jak długo nie masz majtek? - spytałem.
- Nie upilnowałeś mnie. Nie miałam ich już na sali. Niektórzy wiedzieli o tym.
Nie wiedziałem, czy blefuje, czy się droczy, ale to nie miało znaczenia. Pulsujący penis przypomniał mi, że dobrze byłoby zdjąć spodnie. Różowa szparka Ani, rozdzielająca na pół zadbany trawniczek, czekała na mnie. W dłoni Ani zobaczyłem monetę.
- Orzeł czy reszka?
- O co gramy? - spytałem.
- Wygrasz - ruchasz.
- A jak nie?
- Zwalisz konia.
- Rzucaj - podjąłem zakład bez wahania.
Nie oddychałem obserwując lot monety, aż upadła na prześcieradło. Usiadłem w fotelu i wziąłem go w rękę.
- Zawsze chciałem zobaczyć jak to robisz.
- Zboczona.
- Mnie dziś zaspokoi inny.
Zamarło mi serce, podchodząc do gardła. I gdy zorientowałem się, o czym Ania mówi, chyba poczułem lekki zawód. Pomyślałem jednak, że na wszystko przyjdzie czas.
W ręku trzymała gumowy członek, nie olbrzymi, ale większy i grubszy niż mój.
- Starałam się, by miał rozmiar Przemka, żebyś lepiej mógł sobie to wyobrazić.
Wyobraźnia zadziałała aż za dobrze i niestety po kilku szarpnięciach napletka spuściłem się na spodnie. A Ania dopiero zaczynała.
Leżąc okrakiem włożyła w siebie to coś. Czyżby taką miała minę, gdy wchodzi w nią Przemek? Przymrużone oczy i cichutkie westchnienia. Później słodkie jęki. Ania pieściła piersi i rżnęła się sztucznym kutasem. Soczki ze szparki spływały na prześcieradło tworząc mokrą plamę. Szybko doszła do orgazmu, wylewając z siebie prawdziwe, lepkie morze i zostawiając mnie z myślami, czy to jej umiejętności, czy rozmiar sprzętu.
Piski ustały, pierś falowała, gdy płuca łapały oddech, a mokre włosy lepiły się do czoła, podobnie jak suknia ślubna do ciała. Kałuża pod Anią była ogromna, a ja jeszcze nie ochłonąłem z wrażenia.
- Wyliż mnie - powiedziała tonem, jakiego jeszcze nie znałem. - Jeśli starczy ci sił i się spiszesz, będziesz mógł być d**gi.
Szparka Ani smakowała mi wyjątkowo, być może dzięki głowie naszpikowanej rozbudzonymi fantazjami. Po krótkiej przerwie mój sprzęt powrócił do życia i spełniłem swój obowiązek, marząc, że może wkrótce będę naprawdę d**gi.
5 years ago