Kurier - część 2: Wehikuł Czasu

Dochodziło południe, a im wciąż nie udało się wstać na nogi. Nieprzerwana jesienna szaruga za oknem i lekki ból głowy po imprezie nie zachęcały do opuszczenia łóżka.
- Głodna jestem i szukam jelenia, który mi zrobi śniadanie.
- Masz pecha, bo w sypialni jest tylko tygrys.
Maciek leżał po prawej stronie Moniki i bawił się jej nagą piersią.
- Au.. uważaj. Zapomniałeś już, że karmię?
- Podobało mi się wczoraj wieczorem - zmienił temat.
- Fajna impreza. Zauważyłaś, jaka Ania była grzeczna?
- Nie mówię o tym. Podobało mi się po powrocie. I chyba tobie też?
Monika odwróciła wzrok, nie chcąc by oczy ją zdradziły. Podczas seksu z mężem poprzedniego wieczora myślała o przystojnym Przemku z DHL.
- Bardzo mi się podobało. Dużo ostatnio wyjeżdżasz. Kochaliśmy się dwa razy jednego dnia, Maciek. Jak dawniej. Po pierwszym razie w kuchni, przez całą imprezę myślałam co zrobimy wieczorem.
- Wiesz nad czym się zastanawiam? Czy miałem rację.
- A propos?
- Naszego kuriera.
Monika przewróciła oczami.
- Co się tak tego uczepiłeś? Wytarłam facetowi spodnie. I teraz twoim zdaniem się nie odczepi ode mnie?
- To zależy. Chciałbym z tobą pogadać.

Hiszpański temperament Moniki dał o sobie znać i rozmowa zakończyła się sprzeczką.
- Jadę na piłkę - stwierdził Maciek. - Muszę ochłonąć.
- Nie zatrzymuję. I tak cię nie ma całymi dniami, więc jeśli mnie zostawisz w sobotę, nie odczuję różnicy.
- Też ochłoń. Potem wrócimy na spokojnie do rozmowy.
- Nie. Temat jest zakończony. Miłej gry - w ostatnie zdanie Monika wrzuciła tyle złośliwości ile mogła.
Chwilę po wyjeździe męża opadła na fotel i rozejrzała po pustym domu. Córka spała na górze. Monika wzięła telefon i wybrała numer Marty - sąsiadki, najlepszej przyjaciółki i żony kierowcy nie znającego limitu prędkości, który ochlapał Przemka.
- Cześć Marta. Wpadniesz do mnie na ploty? Siedzę sama.
- Co się stało Monia?
Przyjaciółka wyczuła kiepski nastrój Moniki.
- Nic. Tak chciałam pogadać.
- Dobra, dobra. Pokłóciliście się z Maćkiem?
- Tylko posprzeczaliśmy. Nie uwierzysz z czym wyjechał. Nie wiem co o tym myśleć.
- Chce rozwodu?
- Nieee. - Monika w końcu się uśmiechnęła. - To nie to. Opowiem gdy się spotkamy.
- Ale jestem ze Sławkiem na zakupach. Mogę wpaść wieczorem.
Odłożyła słuchawkę. Pozostał pusty i cichy dom. Czuła, że zwariuje, jeśli się zaraz nie wygada. Wstała i nalała drinka.

Choć pogoda nie sprzyjała pracom ogrodowym, deszcz ustał i mniej wiało. Zajęcie się pracą zawsze pomagało jej zbić czas i złapać równowagę. Zabrała ze sobą Anię w wózeczku. Kopała d**gą grządkę, gdy usłyszała samochód. Tu na obrzeżach miasta był mały ruch, więc podniosła się, by zobaczyć kto z sąsiadów wyjeżdża. Zobaczyła dobrze znanego, żółtego wana.
"On jest mi zupełnie obojętny" - wmawiała sobie, ale ciało mówiło zupełnie innym językiem. Językiem podniecenia, które wzmogło się, gdy wan zwolnił i zatrzymał przy jej ogrodzeniu. Przemek doszedł do siatki. Przystojny jak cholera.
- Dzień dobry. Nie przeszkadzam?
- Nie. O co chodzi?
Monika starała się by słowa brzmiały obojętnie i oficjalnie.
- Chciałem podziękować.
- Za spodnie? Drobiazg. Specjalnie się fatygowałeś? Bo chyba nie pracujecie w sobotę?
- Że poleciałem w ciula, a pani jest naprawę w porządku.
Zrobiło jej się miło, a nawet zapomniała o sprzeczce z mężem. Uśmiechnęła się, choć dyskretnie.
- Chciałem się też zmierzyć z Pani psem i udowodnić nie jestem tchórzem - starał się, by słowa zabrzmiały serio.
Monika zachichotała.
- Jedź już, bo zaraz się zmierzysz z moim mężem. Niedługo wraca. I nie mów do mnie Pani, bo się czuję stara.
- Szkoda, bo mam coś na przeprosiny.
W ręku trzymał zawinięte w papier ciastka.
- Zjedzcie wieczorem, z mężem. A może pozwolisz się zaprosić innym razem na kawę.
- Zobaczymy. Znikaj.


Maciek wrócił z winem i kwiatami. Zbliżał się wieczór. Monika zastanawiała się co zrobić z ciastkami. *********** by dowiedział się o rozmowie z Przemkiem. Miała je wyrzucić, ale ostatecznie zdecydowała, że na razie ukryje. Zastał Monikę w łazience, układającą włosy.
- A co to za święto? - spytał.
- Umówiłam się z Martą. Chyba też mam prawo wyjść.
- Słuchaj Mo. Przepraszam. Zgoda?
Zawsze skracał jej imię, by udobruchać żonę. Mówili tak do siebie od czasów liceum. Ona była Mo, on był Ma. Nie odpowiedziała skrótem, więc czary nie podziałały.
- Wychodzę a ty zajmij się Anią. Możesz nie czekać na mnie z winem.
Maciek usiadł w fotelu i włączył mecz.
- Chociaż powiedz gdzie będziesz, żebym się nie martwił. U Marty?
- Nie wiem. Ale możliwe, że wyjdziemy do "Wehikułu Czasu".

W "Wehikule Czasu" jedynie nazwa była dobra. Piwo szczyny, towarzystwo mało zacne, ale to jedyna speluna tu, na obrzeżach miasteczka. Monikę mało obchodziła jakość piwa. Czekała z niecierpliwością, aż barman napełni powoli i niezdarnie dwa kufle. Marta też pękała z ciekawości. Uwielbiała ploty i wszystkie ciekawostki z okolicy.
- Co tam znów z tym twoim Maćkiem?
- Wiesz o co mnie poprosił dziś rano?
- Skąd mam wiedzieć? Gadaj w końcu.
- Dobra, ale od początku. Kojarzysz takiego kuriera, co do nas często przyjeżdża?
- Trudno nie kojarzyć. Maciek zrobił ci o niego awanturę?
- Nieee. Ostatnio przez takie małe zdarzenie pogadałam z nim trochę. Maciek też był. Uważa, że podobam się temu chłopakowi. A wczoraj zaproponował, żebym się z nim spotkała.
Marta zachłysnęła się piwem. Monika kontynuowała.
- I nie chcesz?
- Nie w tym rzecz. Wiesz jak się poczułam? Co byś pomyślała, gdyby Sławek powiedział, że możesz się puścić?
Marta wczuła się w rolę przyjaciółki i zmieniła ton na śmiertelnie poważny.
- Maciek cię kocha. Myślę, że chce wrażeń i tyle. Ty, zawsze taka wariatka, a teraz się szczypiesz. Przecież nie musisz się puszczać. Poflirtuj, rozpal chłopaka. Ja bym się nie zastanawiała ani chwili.
Monika położyła dłoń na przegubie przyjaciółki.
- Dzięki. Po jeszcze jednym?
- Pewnie.

Czas leciał a dziewczyny bawiły się w najlepsze. Piły piwo, grały w bilard i opowiadały śmieszne historie. Marta nie mogła się opanować po wysłuchaniu, jak jej mąż ochlapał błotem Przemka.
- Masz do niego telefon? - spytała, gdy już jej przeszła głupawka.
- O, nie nie nie. Nie zadzwonimy.
- Ale napiszemy. Dawaj.
Gdyby ***********, nie dałaby Marcie telefonu. Teraz drżała z obawy, patrząc na pojawiające się litery.
"Bawię się z koleżanką w Wehikule. Brakuje nam męskiego towarzystwa. Wpadniesz?"
- Nie wysyłaj. Proszę. Czuję się wstawiona i pewnie zrobię coś głupiego.
- No to zrobisz.
Marta wyciągnęła rękę w tył nie dając odebrać sobie telefonu.
- Poszło.
W gruncie rzeczy Monika nie miała nawet cienia pretensji do koleżanki. Rozgrzane *******em poszły tańczyć na parkiet, co czasem tu się zdarzało.

Gdy pojawił się Przemek, zagrali dla przełamania lodów w bilard, a że Monice nie szło, zmienili stół na parkiet. Tu górowała niepodzielnie ona. Nie chcąc być piątym kołem u wozu, Marta wróciła do stolika, wcześniej prosząc barmana o serię wolnych piosenek. Następnie wysłała wiadomość do Maćka, że trochę wypiły, i dobrze gdyby po nie wyszedł.
Przemek prowadził Monikę bardzo blisko siebie, a z każdą następną piosenką dystans malał. Czasem wydawało jej się, że za chwilę chłopak ją pocałuje. Mimo, że wciąż to nie następowało, delektowała się elektryzującym wyczekiwaniem. Wielokrotnie twarze ich i usta przybliżały się do siebie niebezpiecznie, wzbudzając fale pożądania, by po chwili znów się oddalić.
Monika już dawno czuła, że ręce Przemka są o wiele niżej niż im wolno. Reagowała tylko na początku, wdzięczna ich właścicielowi za nieustępliwość.

Nie było tłoczno, więc Monika bez trudu zauważyła swojego męża, siedzącego obok Marty. Uśmiechał się do niej, lecz wyglądał na mocno przejętego. A może podnieconego..
- Lubię cię Przemek.
Zgrabnie uniknęła pocałunku, na który w końcu się odważył, zachęcony jej wyznaniem.
- Potrafisz być cierpliwy?
- Jeśli jest na co czekać, mogę czekać bez końca.
- To dobrze. Ludzie cierpliwi prawie zawsze osiągają swój cel.
Spojrzała wymowną, dłuższą chwilę głęboko w jego oczy. Zbliżyła się powoli i pocałowała, tak jak kobieta całuje mężczyznę, jednak krótko, zaledwie przelotnie.
- Mąż po mnie przyszedł. Odprowadzisz mnie do niego? Chcemy się jeszcze dzisiaj kochać.
Spojrzała, by zobaczyć jego reakcję, ale niczego nie wyczytała. Jeśli zabolało, nie dał tego po sobie poznać.

Po powrocie do domu Monika kochała się z Maćkiem. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio był tak namiętny i pomysłowy.
Published by BigTales
5 years ago
Loading...
18+
We use cookies to provide the best experience for you on xHamster
If you choose "Accept", we will also use cookies and data to:
  • Show personalized content
  • Show recommended videos, based on your activity
  • Save and show your likes and watch history
If you choose "Reject", we will not use cookies for these additional purposes.
To customize your cookie preferences, visit the Manage cookies section. We may also use third-party cookies. For more details about our policies, review Cookie Policy and Privacy Policy.
xHamster is adults only website Available content may contain pornographic materials. By continuing to xHamster you confirm that you are 18 or older. Read more about how to protect your minors
RTA Restricted To Adults